Przejdź do treści
archiwiści społeczni o sobie

Dagna Kruszewska-Mach

Organizacja: Gminna Biblioteka Publiczna w Raszynie

Ukończyła filologię polską na Uniwersytecie Warszawskim i podyplomowo redakcję językową tekstu oraz informację naukową. Od 13 lat pracuje w Gminnej Bibliotece Publicznej w Raszynie. Od 2016 roku prowadzi raszyńskie Cyfrowe Archiwum Tradycji Lokalnej, pozyskując związane z regionem archiwalia.

Anna Maryjewska (Centrum Archiwistyki Społecznej): Rozsławiłaś ostatnio Gminną Bibliotekę Publiczną w Raszynie, otrzymując wyróżnienie w naszym konkursie „Odkryj Swoje Archiwum”. Swoją pracę poświęciłaś Tadeuszowi Jaworskiemu, interesującej postaci chemika, wynalazcy, plantatora i społecznika, związanego z Twoją miejscowością. Jak wpadłaś na pomysł, żeby wybrać właśnie ten temat?

Dagna Kruszewska-Mach: To była świetna przygoda! Do biblioteki przyszła mieszkanka Raszyna, która opiekuje się spuścizną po swoim tacie, Tadeuszu Jaworskim. Pani Danuta Jaworska-Nawrot zgromadziła różne historie i rzeczy związane ze swoją rodziną i dzięki temu udało się ten życiorys dość dokładnie odtworzyć. A życie pana Jaworskiego było bardzo ciekawe. Archiwalna praca nad zbiorem dotyczącym tej postaci była inna niż zwykle. Praktycznie wszystko miałam podane jak na tacy [śmiech]. Zostało mi opracowanie materiałów, co zawsze zajmuje sporo czasu, ale daje dużo satysfakcji.

Jeśli teraz było inaczej, to jak zazwyczaj wygląda Twoja praca nad archiwum społecznym?

Archiwum daje mi dużo radości, dlatego że często pracuję w nim trochę jak detektyw. Nasz CATL działa już od 2013 roku. Założył je i rozwijał przez kilka lat mój poprzednik Łukasz Żywulski (obecnie opiekun Izby Regionalnej w bibliotece w Piekarach Śląskich). Miał on kontakt ze wszystkimi darczyńcami, organizował różne spotkania, z tego wywiązały się znajomości i zażyłości. Gdy przejęłam archiwum w 2016 roku, wystartowałam z innej pozycji. Mało znałam naszych darczyńców. Z czasem pojawili się nowi, ale to trochę trwało. Praca przy archiwum jest mało przewidywalna, bo dużo zależy od tego, czy ktoś przyjdzie do nas z archiwaliami, czy nie. Bywa tak, że niektóre źródła „powysychały”, darczyńcy dali już wszystko, co mieli. Zachęcają swoich znajomych, ale przychodzi do nas mały procent tych, którzy o archiwum się dowiadują. Mimo wszystko zgromadziliśmy trochę tych materiałów. Prawdopodobnie będziemy kontynuować pracę z panią Danutą, bo wspominała, że ma jeszcze materiały po innych członkach rodziny. W tym roku otrzymałam też bardzo ciekawe materiały dotyczące Falent, między innymi archiwalne zdjęcia pałacu zrobione podczas II wojny światowej, z niemieckimi żołnierzami (w tym czasie pałac funkcjonował jako ośrodek wypoczynkowy dla wyższych oficerów SS i funkcjonariuszy gestapo). Ofiarodawca, pan Janusz Żarczyński, jest zapalonym kolekcjonerem „raszynaliów”, przekazał mi do skanowania także czasopisma i pocztówki, które ładnie uzupełniły naszą kolekcję.

Nad czym teraz pracujesz?

Opracowuję materiały związane z naszą raszyńską Ochotniczą Strażą Pożarną, udostępnione przez jej prezesa, Łukasza Komara. To ponad setka zdjęć i dokumentów. Częściowo udało nam się, dzięki spotkaniom z długoletnimi strażakami – panem Markiem Oczyńskim, panem Januszem Olejnikowskim i panem Krzysztofem Maciakiem – rozpoznać niektóre osoby i miejsca na fotografiach. Pan Łukasz dużo pomógł w ustaleniach dat, dzięki dobrej znajomości umundurowania. Okazało się też, że wśród dokumentów znajduje się fotorelacja z nadania sztandaru OSP w Dawidach – stało się to zalążkiem nowej kolekcji. Ten temat na pewno jeszcze będę eksplorować, ponieważ strażacy z OSP w Dawidach byli uprzejmi przesłać mi przez Facebooka zdjęcia ze swojej księgi pamiątkowej. Wiadomo, że teraz będę się starać pozyskać ją do skanowania [śmiech]. Taka detektywistyczna praca jest drobiazgowa i żmudna, ale jeśli pojawiają się efekty, przynosi ogromne zadowolenie. Cieszę się, gdy uda mi się dopasować kolejny puzzel w naszej archiwistycznej układance!

Co pomaga Ci w odnajdywaniu tych elementów?

Korzystam często z możliwości, jakie daje internet. Ostatnio szukałam pierwszego naczelnika raszyńskiej straży pożarnej – Jana Cyrana – i okazało się, że on wcześniej zakładał inną straż, w Dębem Wielkim. Napisałam więc do tamtejszej OSP przez Facebooka. Teraz jesteśmy w kontakcie i być może dowiem się od strażaków czegoś więcej, na przykład, jak on wyglądał. Mam różne zdjęcia z początków naszej straży, na 90 procent już wiem, że to on jest na niektórych z nich, ale jeżeli oni potwierdzą, że na ich zdjęciach też pojawia się ta osoba, wtedy będę tego pewna na 100 procent. Trafiłam też na blog praprawnuczki Jana Cyrana, która opisała, jak wyglądało życie jej przodków po przeprowadzce do Raszyna. Zamieściła kilka zdjęć, ale niestety Jana tam nie było.

Pracujesz w bibliotece, zajmujesz się więc nie tylko archiwum, ale też książkami. Czy nie jest Ci ciężko godzić ze sobą tak pochłaniające obowiązki?

W ramach swojego etatu łączę dużo różnych zadań. Zaczęłam jako bibliotekarz i to bibliotekarzem czuję się na pierwszym miejscu. To praca z książkami, orientowanie się na rynku wydawniczym, zamawianie nowości, opracowywanie zbiorów, taka „praca u podstaw”. Bardzo ją lubię. Moim zadaniem jest też edukowanie, głównie dzieci, które przychodzą na lekcje biblioteczne. To też związane jest głównie z książkami. W okresie pandemicznym siłą rzeczy te działania były ograniczone. Prowadzę również dyskusyjny klub książki dla dorosłych. W jego ramach spotykam się raz w miesiącu z grupą kilkunastu pań i wspólnie omawiamy przeczytaną książkę. Zajmuję się też promocją biblioteki, między innymi prowadzę naszą stronę internetową, BIP, kanały społecznościowe. Oprócz tego projektuję graficznie plakaty, ulotki, robię wystawy. Odpowiadam też oczywiście za nasze archiwum.

Ostatnio robiłaś wystawę o Ochotniczej Straży Pożarnej w Raszynie?

Prezes straży Łukasz Komar przyniósł album ze zdjęciami i inne materiały związane z OSP. Okazało się, że to są naprawdę świetne dokumenty. Ochotnicza Straż Pożarna w Raszynie obchodzi w tym roku 90-lecie istnienia, dlatego od razu zaproponowałam, że skoro jest taka okrągła rocznica, warto zrobić z tymi materiałami coś więcej, niż tylko je zeskanować i umieścić w archiwum. Robiłam już w bibliotece wystawy i zawsze spotykały się z bardzo dobrym odbiorem. Wielu czytelników je ogląda, coś im się przypomina, komentują.

Wystawa dobiegła już końca?

Tak, ale strażacy przejmą te wydruki i powieszą je u siebie w remizie. Na ekspozycji zaprezentowaliśmy zresztą nie tylko fotografie. Były tam również dokumenty. Zachował się na przykład list, który wysłała administracja księżnej Zofii Czetwertyńskiej do formującego się zarządu OSP. W korespondencji tej księżna przyznaje straży prawo do wzniesienia z ruin na swoim terenie budynku na potrzeby remizy. Pierwsza remiza była w Austerii, niedaleko kościoła. Księżna przyznała działkę bezpłatnie na dwa lata, później kwestie komornego miały być rozstrzygnięte osobno. Zachował się też meldunek z lat 40. XX w., mówiący o tym, że u jednego z gospodarzy w Wyczółkach (ówcześnie część gminy Falenty, teraz należą do Warszawy) wybuchł pożar.

Czy to prawda, że na czas ekspozycji wprowadził się do biblioteki pewien strażak?

Oprócz zdjęć i dokumentów, które są powiększone, żeby było lepiej widać niektóre szczegóły, jest też wystawa dodatkowa, którą udostępnił ze swojej prywatnej kolekcji Łukasz Komar. Są to czapki i hełmy strażackie z różnych lat, pochodzące z Polski i z innych części Europy, jak również narzędzia. Jest również cały kompletny bojowy strój strażaka z lat 80., łącznie z maską i butlą na plecach. Gdy manekin ubrany w ten strój stanął w bibliotece w rogu holu, niektórzy przeżyli szok. Przyszli jak zawsze oddać książki i wypożyczyć nowe, a kątem oka dostrzegli nagle jakiegoś przyczajonego faceta [śmiech]. Żeby oswoić naszych użytkowników z tą nową postacią, nazwałyśmy manekina Florian (od imienia patrona strażaków) i na ten czas został on naszym „ochroniarzem”.

Najmłodsi bywalcy biblioteki mieli więc pewnie dużo radości, a przy okazji dowiedzieli się o bibliotecznym archiwum społecznym.

Dzieci chętnie zaglądały na ekspozycję, interesowały je zwłaszcza czapki i hełmy. Przy okazji lekcji bibliotecznych przedszkolaki dowiedziały się czegoś nowego o straży pożarnej, ale opowiedziałam im też o archiwum, o tym, skąd się wzięły te stare fotografie i dokumenty. Wystawa cieszyła się więc powodzeniem nie tylko wśród dorosłych mieszkańców Raszyna. Ja też dużo rzeczy dowiaduję się właśnie dzięki naszym mieszkańcom. Nie jestem z wykształcenia historykiem i mimo że mieszkam w Raszynie od urodzenia, to nie mogę powiedzieć, żebym jakoś szczególnie dobrze znała historię tego miejsca. Ale dzięki tej pracy poznaję ją coraz lepiej.

Archiwista społeczny nie musi wcale być z wykształcenia historykiem. Twój przykład pokazuje, że trzeba poznawać ludzi, bo to oni przekazują historię.

Zawsze sobie obiecuję, że przeczytam monografię Raszyna napisaną przez Honoratę Kaszubę, wieloletnią nauczycielkę geografii w tutejszej szkole. Autorka zebrała wszystkie najważniejsze dokumenty z archiwów, kościelnych i nie tylko, i opisała historię miejscowości od najstarszych dziejów do czasów obecnych. Bardzo dużo faktów dotyczących Raszyna zachowanych jest jednak głównie w pamięci samych mieszkańców. Jest takie grono raszynian, którzy dzielą się tą wiedzą. Kontaktuję się z nimi, gdy chcę coś skonsultować.

Rozwijasz archiwum na podstawie wiedzy mieszkańców.

Na tym bazujemy. Jeśli ktoś przynosi mi dokumenty i mówi: „To są pewnie jakieś lata 50.”, nie podważam tego. Mam świadomość, że ludzka pamięć jest zawodna i w opisy mogą się wkradać pewne nieścisłości, jednak zawsze można je edytować, jeśli się okaże, że trzeba coś zmienić. Nieraz miałam już takie sytuacje. Właśnie to jest też dla mnie zadziwiające, że te archiwa są takie żywe! Wzbudzają bardzo dużo emocji, bo opierają się na różnych wspomnieniach. Ludzie sobie przypominają różne historie, więc to nie jest obojętne przejście obok zdjęcia, tylko zawsze jakaś reakcja, zazwyczaj pozytywna.

Dzięki swojej detektywistycznej pracy dowiedziałaś się wiele o OSP w Raszynie. Masz już nowe plany związane z rozwojem archiwum czy pozostaniesz na razie w tym temacie, by go zgłębiać?

Jest jeszcze dużo strażackich zdjęć do opracowania, sukcesywnie umieszczam je w Otwartym Systemie Archiwizacji na naszej podstronie w Zbiorach Społecznych. Na razie nie mam nowych planów, oprócz tego, że chcę się spotkać i porozmawiać z kilkoma mieszkańcami. Pandemia nam troszeczkę odpuściła i wreszcie jest taka możliwość. Spotkania najlepsze są jednak offline, mimo wszystko.

Czy nagrywasz raszynian?

Mieszkańcy przynoszą nam materiały i zazwyczaj notuję to, co o nich opowiadają. Nie zbieram dużo historii mówionych, ale chciałabym zacząć zajmować się tym częściej.

Jak Ci się udaje zmieścić całą swoją pracę w ograniczonym czasie? Nie pracujesz przecież na dwa etaty?

To wszystko kwestia organizacji pracy. Jak mam jakieś okienko, to zajmuję się archiwum i wprowadzam do niego kolejne dokumenty. To zajmuje dużo czasu, nawet jak robię i dołączam proste opisy.

Wspomniałaś o wysychaniu źródeł. Gdzie trafiasz na nowych darczyńców?

Na przykład historia ze strażą pożarną zaczęła się na Facebooku. Oboje z Łukaszem Komarem należymy do grupy „Raszyn w starej fotografii” i tam go zaczepiłam, jak opublikował zdjęcie z albumu straży. W tej grupie umieszczamy zresztą regularnie materiały, żeby promować nasze archiwum i zainteresować nim tych, którzy tam się wypowiadają. W takich grupach ludzie zamieszczają ciekawe komentarze i kontaktują się ze sobą. Wypływają w ten sposób różne ciekawe fakty.

Życzymy Ci powodzenia w dalszych działaniach!

Dziękuję. I oczywiście zachęcam do odwiedzin naszego archiwum!

Fot. Alicja Szulc / Centrum Archiwistyki Społecznej

archiwiści społeczni o sobie