Tadeusz Jaworski: chemik, wynalazca, plantator i społecznik

Gminna Biblioteka Publiczna w Raszynie
Autorka tekstu: Dagna Kruszewska-Mach

Pola uprawne w Raszynie, przy ulicy Godebskiego. Niebo bezchmurne, czuć gorąco w powietrzu. Jest koniec lat 50. XX wieku. Na fotografii widnieje grupa osób, wśród których wyróżnia się mężczyzna w szarym garniturze. To Tadeusz Jaworski, właściciel gospodarstwa nasiennego i kierownik oddziału Spółdzielni Pracy „Okęcie”. Pracownicy uwijają się przy zbiorach Nepeta cataria varietas citriodora II, czyli kocimiętki cytrynowej, która służy do produkcji olejku cytrusowego. Jest to zastosowanie opracowane właśnie przez Jaworskiego. Odkrycie właściwości Nepeta cataria nie było jednak pierwszym, jakiego Tadeusz dokonał.

W 1937 roku wraz ze Stanisławem Sozańskim wystawił podczas Targów Międzynarodowych w Poznaniu, w dziale wynalazków, model, rysunek i opis nowego sposobu otrzymywania kalafonii za pomocą ekstrakcji lotnymi rozpuszczalnikami. Wynalazek zrobił wrażenie na Stanisławie Roppie (komisarzu generalnym wystawy), więc panowie dostali zaproszenie do udziału w Wystawie Polskiej w Nowym Jorku, mającej się odbyć w roku 1939.

Przygotowana przez nich gablotka z eksponatami nie dotarła jednak na miejsce, a starania uzyskania patentu w USA zakończyły się fiaskiem – na przeszkodzie stanął wybuch II wojny światowej. Podczas wojny Tadeusz pracował w Krakowie dla ruchu oporu i produkował materiały wybuchowe. Na skutek wsypy[1] w 1941 roku musiał się przenieść z fałszywą kenkartą do Warszawy, gdzie zajął się wytwarzaniem mydła[2].

W 1948 roku zarejestrował działające przy ulicy Rakowieckiej laboratorium chemiczno-farmaceutyczne „Wirginia”, w którego ofercie znajdowały się mydła kosmetyczne oraz lecznicze (z tych czasów zachowały się cennik i etykiety mydlane). W latach 50. „Wirginia” stała się częścią Spółdzielni Pracy „Odra-Nysa”, a następnie Spółdzielni „Okęcie”.

W 1952 roku Jaworski wypoczywał koło Kielc i tam zwrócił uwagę na nieznaną mu wcześniej dziko rosnącą roślinę o zapachu zbliżonym do cytryny. Będąc z wykształcenia przyrodnikiem (w 1934 roku uzyskał stopień inżyniera leśnictwa na Wydziale Rolniczo-Leśnym Uniwersytetu Poznańskiego) i specjalistą od zapachów, wiedział, że olejki cytrusowe są importowane, i że jak do tej pory nie udało się ich wyprodukować w kraju. Zdecydował się więc zebrać kilka roślin, uzyskać z nich nasiona, a następnie założyć eksperymentalną uprawę. Jak się okazało, roślina stała się nie tylko źródłem olejku sprawdzającego się doskonale w artykułach kosmetycznych, ale także oleju schnącego (porównywalnego właściwościami do deficytowego w tych czasach lnianego), a odpady produkcyjne mogły jeszcze a odpady produkcyjne mogły jeszcze służyć jako pasza dla bydła[3].

W gospodarstwie nasiennym oprócz kocimiętki produkowano także nasiona cebuli, bratków, cebulki tulipanów (na eksport do Holandii), a także pomidory i fasolę, sprzedawane do skupu, co było skrzętnie odnotowane w książeczce plantatora. Jaworski zapisał się w lokalnej historii jako społecznik – w 1959 roku zaprojektował park w Raszynie, zajmował się też gazyfikacją.

A jakim człowiekiem był prywatnie? Bardzo oczytanym, z dużym poczuciem humoru. Lubił szybką jazdę autem. Kochał rodzinę (żonę Stanisławę i dzieci: Dariusza, Danutę, Edmunda i Ludmiłę), operę i drzewa. Odszedł w 1972 roku.


[1] Jaworski był podejrzany o podpalenie, zostało to odnotowane w krakowskim „Dzienniku Inwigilacyjnym dla Generalnej Guberni”, nr 4, 2 lipca 1940.

[2] Mydłem tym handlował między innymi Bohdan Tomaszewski, o czym wspomina w książce „Zawodowiec Bohdan Tomaszewski”, Polska Oficyna Wydawnicza BGW, 2004.

[3] O przyrodniku-wynalazcy i jego racjonalizatorskim wniosku pisał szczegółowo Jeremi Jeszka w czasopiśmie branżowym „Głos Chemika Spółdzielcy”.