Przejdź do treści
archiwiści społeczni o sobie

Regina Pazdur

Organizacja: Fundacja „Memo”

Etnolożka, pedagożka, archiwistka społeczna. Członkini zarządu Fundacji „Memo”, Towarzystwa Miłośników Andrychowa i Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego. Inicjatorka i współzałożycielka Archiwum Nowicy-Przysłup i Archiwum Gminy Andrychów. Prowadzi etnograficzne badania terenowe dotyczące dziedzictwa kulturowego w Beskidzie Małym i Beskidzie Niskim. Autorka artykułów naukowych, redaktorka publikacji popularnonaukowych. Zainicjowała, prowadziła i koordynowała wiele projektów kulturalnych. Nakręciła 8 filmów etnograficznych.

[Wywiad przeprowadzony w październiku 2022 roku]


Anna Maryjewska (Centrum Archiwistyki Społecznej): Z wykształcenia jesteś etnologiem i pedagogiem. Co z połączenia tych zawodów przydaje się w działaniach na polu archiwistyki społecznej?

Regina Pazdur: To dwa zupełnie różne kierunki, ale łączy je na przykład edukacja regionalna czy między- i wielokulturowa. Są one ważne w archiwach społecznych, pragnących otwierać się na współpracę ze społecznościami lokalnymi, które we współczesnym świecie przechodzą przecież ciągłe zmiany. Poza tym, umiejętności i wiedza zdobyte podczas studiowania pedagogiki przydają się bezsprzecznie podczas przygotowywania i prowadzenia różnego rodzaju spotkań, szkoleń czy warsztatów o charakterze edukacyjnym. Organizowałam wiele takich wydarzeń. Dotyczyły na przykład podstaw archiwistyki, Otwartego Systemu Archiwizacyjnego, historii mówionej, ale także genealogii i digitalizacji.

Kiedy i dlaczego zaczęłaś prowadzić archiwa społeczne?

Odkąd pamiętam, leżały mi na sercu sprawy dotyczące dawnej wsi i jej mieszkańców, a także różnego rodzaju sposoby zachowania lokalnego dziedzictwa kulturowego (dlatego też studiowałam etnologię). Jednak aż do 2016 r. byłam przekonana, że archiwa społeczne powinny zakładać jedynie instytucje samorządowe czy duże organizacje pozarządowe. W przełomowym – dla mojego myślenia o archiwistyce społecznej – roku  2016 wzięłam udział w dwóch szkoleniach. Pierwsze zostało zorganizowane przez Ośrodek KARTA i dotyczyło prowadzenia archiwum społecznego niejako od podstaw, drugie – z zakresu digitalizacji różnorakich  materiałów archiwalnych – zorganizowało Narodowe Archiwum Cyfrowe. Po tych szkoleniach zdałam sobie sprawę z tego, że prowadzenie archiwów społecznych leży w moim zasięgu! Uświadomiłam sobie wówczas, że moja wiedza i umiejętności są wystarczające, by rozpocząć, by zrobić ten pierwszy krok na drodze do utworzenia archiwum społecznego. Chciałam, by w jego działanie włączyły się z czasem inne organizacje i ludzie, którym również bliskie jest to, co w kulturze przemijające. Zawsze można (i nawet trzeba) się dokształcać. Ważne jest to, żeby w ogóle zacząć.

W jaki sposób założyłaś archiwum Nowicy-Przysłup?

Założyłam pierwsze archiwum społeczne razem z bliskimi Izabelą OsadnikMaciejem Kudłacikiem. Nowica z przysiółkiem Przysłup (który kiedyś był osobną wsią z własną cerkwią, istniejącą do dziś) jest małą wioską w gminie Uście Gorlickie w Beskidzie Niskim, która w przeszłości była, ze względu na swoje położenie i układ dróg, odizolowana od okolicznych wiosek, a prąd przyłączono tu dopiero w 1972 r. Mieszkańcy wioski byli praktycznie samowystarczalni, rozwinęło się też tutaj – jako działalność pozarolnicza – łyżkarstwo. Do dnia dzisiejszego żyją w Nowicy osoby, które potrafią wyrabiać łyżki tradycyjną metodą na tokarce ręcznej, niewymagającej użycia prądu. Ale Nowica budzi zainteresowanie z wielu względów. Przede wszystkim leży na terenie Łemkowszczyzny i przez lata była zamieszkiwana praktycznie wyłącznie przez Łemków. W 1947 roku jej rdzenni mieszkańcy zostali w sposób przymusowy wysiedleni w ramach akcji „Wisła”. Część z nich wróciła, a część na zawsze opuściła swoje domostwa.

Nowica zaczęła być interesująca w latach 80. również dla tak zwanych nowoosadników.

Tak. Spotkałam się z tym określeniem w pracy Olgi Kwiatkowskiej. Dla niej nowoosadnictwo, z tego co pamiętam, polega na migracji ludności z miasta na wieś w poszukiwaniu miejsca, w którym będzie możliwa realizacja alternatywnego stylu życia. Ta migracja oczywiście nie jest przypadkowa, dokonują oni świadomego wyboru miejsca swojego osiedlenia, zgodnie z wyznawanymi wartościami i podzielaną wizją świata. Początki tego bardzo interesującego dla etnologii zjawiska związane są przede wszystkim z rozwojem ruchu kontrkulturowego lat 60. XX w. w Stanach Zjednoczonych. W Polsce z kolei jego genezy upatruje się w lokalnej odmianie tego ruchu z końca lat 70. zeszłego wieku. Nowicę jako miejsce swojego nowego domu zaczęli wybierać różnego rodzaju artyści, głównie muzycy, ale rzecz jasna nie tylko oni… W tym momencie w wiosce mieszka już więcej ludzi przyjezdnych niż rdzennych mieszkańców.

Rozsławiają niezwykłą Nowicę w Polsce i na świecie.

Organizowanych jest tu co roku wiele wydarzeń artystycznych, między innymi Festiwal Teatralny „Innowica”, Międzynarodowe Warsztaty Ikonopisania czy projekt „Łemkowyna-Łem”. Wiele dzieje się również pod adresem Nowica 9, w domu nieżyjącego już muzyka Jana Szymczyka, gdzie organizowane jest dużo działań okołomuzycznych. We wsi działa kilka stowarzyszeń, na przykład: Stowarzyszenie Magurycz, zajmujące się ratowaniem starych cmentarzy, Bractwo Młodzieży Greckokatolickiej „Sarepta” czy Stowarzyszenie Przyjaciół Nowicy. Nowica jest niesamowita również ze względu na współistnienie ze sobą wielu różnych wyznań. Wszystko to – i wiele więcej – dzieje się w maleńkiej wiosce, liczącej niewiele ponad 120 stałych mieszkańców.

Mieszkańców rdzennych jest coraz mniej, co chwilę ktoś odchodzi.

Mieliśmy tego świadomość i wiedzieliśmy, że jeżeli my się nie zajmiemy utrwalaniem i archiwizowaniem wspomnień i materiałów archiwalnych, to raczej trudno będzie zadbać o utrwalanie historii Nowicy komuś innemu. Jesteśmy zaangażowani w życie tej miejscowości.

Czy napotkałaś jakieś trudności?

Wydawało mi się, że ludzie nie będą chcieli ze mną rozmawiać, że tego się nie da zrobić. „Ale co ty? Oni się nie zgodzą… Oni żyją własnym życiem, ich interesuje tylko to i to…” – ta opinia, którą słyszałam wkoło, o tym, że się nie da tego zrobić, że rdzenni mieszkańcy – Łemkowie nie będą chcieli ze mną rozmawiać, spowodowała to, że dopiero w 2016 roku zajęłam się tym tematem. Chciałam dużo wcześniej, ale myślałam: „Rzeczywiście, może się nie da, może to nie ma sensu”. Okazało się, że jednak jest to możliwe, ale dopiero wtedy, gdy sama poszłam w teren. Jednak mieszkańcy Nowicy są zainteresowani i żywo reagują na moją prośbę zaangażowania się we współtworzenie archiwum społecznego. Wciąż wiele pracy przede mną, ciągle mam jakieś zaległości i brakuje mi czasu…

Jak dobrze, że się odważyłaś!

Ale to nie jest tylko tak, że etnolog czy etnograf – tak jest przynajmniej w moim przypadku – idzie do osób w danej miejscowości i traktuje kontakty z nimi przedmiotowo. Dla mnie istotna jest antropologia zaangażowana. W 2016 roku rozpoczęliśmy więc działania na rzecz mieszkańców wsi i nie mam tu na myśli jedynie zbierania, dokumentowania i archiwizowania materiałów archiwalnych w ramach powstałego archiwum (co samo w sobie jest niewątpliwie ważne i cenne nie tylko dla aktualnych mieszkańców, ale też dla tych, którzy przyjdą po nich). Chciałam wesprzeć ich w działalności związanej z lokalnym dziedzictwem kulturowym, charakterystycznym dla tej miejscowości. Mam tu na myśli łyżkarstwo i pisankarstwo. Już po pierwszych rozmowach z ludźmi zajmującymi się tą twórczością wiedziałam, że mamy taką możliwość, aby im realnie pomóc.

Na czym polegała Wasza pomoc?

W 2017 roku założyliśmy z Maciejem Kudłacikiem Fundację „Memo”, która zajmuje się działalnością w zakresie ochrony i promocji dziedzictwa kulturowego, szczególnie tego związanego z mniejszościami etnicznymi i mniejszościami narodowymi, również z muzyką.

Co zmieniło założenie fundacji?

Mając osobowość prawną, mogliśmy ubiegać się o środki finansowe. Zaczęliśmy brać udział w różnego rodzaju konkursach, między innymi ministerialnych, i współpracować z Gminnym Ośrodkiem Kultury w Uściu Gorlickim. Udało nam się zrealizować działania związane z mistrzami tradycji. Takim mistrzem jest pan Piotr Michniak, który do tej pory w sposób tradycyjny toczy łyżki. Mistrzynią tradycji została również Bogusława Smareczniak, pisankarka.

Czy realizujecie też działania oparte na Waszych zbiorach archiwalnych?

Organizowaliśmy w Nowicy wystawy pokazujące nasze archiwalia. Oprócz tego odbywały się spotkania dla mieszkańców połączone z potańcówkami, tak zwane spotkania „Pod jednym dachem”. Przez ostatnie lata wiele się działo… Przeprowadziłam kwerendy w muzeach – w Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku, Muzeum Etnograficznym w Krakowie, szukaliśmy archiwaliów i obiektów związanych z wsią Nowica i jej byłymi mieszkańcami. Mamy już wiele pomysłów na dalsze przedsięwzięcia.

Kiedy założyłaś drugie archiwum?

Archiwum Gminy Andrychów powstało w 2018 roku. Prowadzimy je w Beskidzie Małym. Ma ono formę cyfrową – wszystkie zdigitalizowane przez nas materiały archiwalne zamieszczamy na stronie aga.edu.pl.

Jesteś rozpięta między dwoma Beskidami.

Z Beskidem Niskim, z Łemkowszczyzną jestem związana poprzez moje zainteresowania badawcze, przyjaźnie i relacje, plany na przyszłość. A w Beskidzie Małym aktualnie mieszkam. Mam serce podzielone na te dwie rzeczywistości i dzielę między nie mój czas.

Czy zdobyte doświadczenie ułatwiło Ci pracę przy drugim archiwum?

Założenie Archiwum Gminy Andrychów wiązało się u mnie z wieloma obawami. Byłam świadoma tego, jak dużo czeka mnie przy nim pracy, jak dużo trzeba zrobić, żeby funkcjonowało, ile etnograficznych badań muszę wykonać, ile osób muszę zgromadzić wokół tego przedsięwzięcia i jaki to olbrzymi teren w porównaniu z małą Nowicą. Byłam tym przerażona! Wydawało mi się, że ktoś inny powinien się tym zająć, na przykład gmina lub centrum kultury. Ale dotarło do mnie, i to z ogromną wyrazistością, że – mówiąc kolokwialnie „nie ma takiej opcji”. Na naszym terenie oprócz mnie i Darii Rusin, historyczki, którą udało mi się zaprosić do udziału w jednym z warsztatów organizowanych przez KARTĘ, nie ma nikogo, kto mógłby się tym zająć. Zrozumiałam, że to jest zadanie dla nas i musimy wokół siebie zgromadzić organizacje pozarządowe, które działają na rzecz zachowania dziedzictwa kulturowego, zaangażować społeczność lokalną i po prostu zacząć prowadzić archiwum społeczne.

Od czego zaczęłyście?

Narodowy Instytut Wolności Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego zorganizował konkurs NOWEFIO. Jestem autorką wszystkich wniosków aplikacyjnych na nasze działania i bardzo mi to pomaga. Zachęcam osoby, które myślą o tym, żeby zająć się archiwistyką, aby same pisały wnioski – uruchamia to ogromne pokłady wyobraźni, mimo że trzeba się wpisać w cele, w rezultaty, uzupełniać schematyczne tabelki. Człowiek zaczyna werbalizować to, co sobie obmyślił, co chciałby zrobić, jak to ma wyglądać, kogo ma do tego zaangażować i tak dalej.

Wbrew pozorom pisanie wniosków to twórcze działanie.

Tak, i bardzo pomaga w realizacji zadania. Na różnych forach i grupach internetowych pojawiają się oferty osób, proponujących, że napiszą wnioski za nas. Ale pewnych rzeczy nie da się zrobić za kogoś, tym bardziej za kogoś, kto jest odpowiedzialny za współtworzenie archiwum społecznego i pracuje z zespołem ludzi. Musicie to sami opracować, to musi wyjść z Waszego środowiska. Trzeba zdać sobie sprawę, czy i na ile jest to potrzebne i co jest potrzebne. Taka wcześniejsza diagnoza jest tutaj konieczna.

Przydatne przy takiej diagnozie są pewnie lokalne organizacje?

My nad planem działania zastanawialiśmy się wspólnie z Towarzystwem Miłośników Andrychowa, Uniwersytetem Trzeciego Wieku i innymi organizacjami pozarządowymi. Wiedzieliśmy, że trzeba zacząć od wsi, ponieważ gmina Andrychów i sam Andrychów są dosyć dobrze opracowane historycznie – zostały wydane publikacje na ten temat, działało Towarzystwo Miłośników Andrychowa. Ale jeżeli chodzi o wsie, to wiemy o nich stosunkowo niewiele, zwłaszcza jeśli myślimy o czasach powojennych. Na przykład w rozmowach codziennych z mieszańcami bardzo często pojawiał się zauważalny dla mnie problem tożsamości.

Na czym polegał ten problem?

Pochodzę z Krakowa, a przeprowadziłam się do wsi Roczyny w gminie Andrychów, która jest miejscowością rodzinną mojego męża. Mieszkam tutaj od 18 lat. Łatwiej było mi zauważyć pewne rzeczy jako etnologowi pochodzącemu „z zewnątrz”. Gdy pytałam mieszkańców wiosek o ich poczucie tożsamości, o ich pochodzenie, tradycyjny strój, muzykę czy obrzędowość, często słyszałam, że tak naprawdę to tutaj nic takiego nie istnieje, „w Żywcu, Suchej czy w Krakowie to oni tam mają, a my tutaj nie”. Takie myślenie było dla mnie bardzo dziwne, ponieważ obserwując to środowisko, zauważyłam wiele rzeczy, które wyróżniają ten teren pośród innych regionów, a które nie były dostrzegane przez mieszkańców. I dlatego te rzeczy związane z badaniem wsi były dla mnie priorytetowe.

Iloma wioskami się zajmujecie?

W gminie jest dziewięć wiosek. Nasze działania archiwistyczne rozpoczęliśmy od badań terenowych, czyli pracy etnograficznej – wyjścia w teren, znalezienia ludzi, z którymi moglibyśmy porozmawiać, osób będących depozytariuszami lokalnego dziedzictwa kulturowego. W pierwszych latach przeprowadziliśmy sto wywiadów pogłębionych z bardzo ciekawymi osobami. Rozmowy te były połączone ze zbieraniem materiałów archiwalnych.

Ile materiałów zebraliście w pierwszym etapie?

Zgromadziliśmy ponad tysiąc różnego rodzaju dokumentów i fotografii. W kolejnych latach kontynuowaliśmy ten projekt i trwa on nadal, finansowany z programu NOWEFIO. W tym roku przeprowadziliśmy w terenie kolejne dziesiątki wywiadów i zebraliśmy kolejne setki fotografii.

Pomagacie organizacjom pozarządowym działającym na terenie gminy Andrychów. Na czym ta pomoc polega?

Pomagamy w realizacji ich celów statutowych i dbałości o ich historię. Zapoczątkowaliśmy w 2021 r. serię wydawniczą pod nazwą „Biblioteka Archiwum Gminy Andrychów”, nad którą patronat honorowy objął burmistrz Andrychowa. W jej ramach opublikowaliśmy książkę o Grupie Twórców „MY”, działającej ponad 50 lat na naszym terenie grupie zrzeszającej twórców amatorów, głównie malarzy i rzeźbiarzy. Oprócz tego wydaliśmy, z okazji jubileuszu ZHP, książkę o historii harcerstwa na ziemi andrychowskiej, zatytułowaną „Hufiec ZHP Andrychów – wczoraj i dziś”. Jedną z książek poświęciliśmy stuleciu Miejskiej Orkiestry Dętej „Andropol”. Wydaliśmy również płytę orkiestry z najstarszymi utworami granymi w naszym regionie, pod tytułem „Do tańca i do różańca”. Kolejna publikacja jest jeszcze w fazie przygotowań i będzie dotyczyć wszystkich dziewięciu Ochotniczych Straży Pożarnych działających na terenie gminy Andrychów.

Praca nad tymi dwoma archiwami zajmuje pewnie większość Twojego czasu pracy, a oprócz tego współpracujesz z Towarzystwem Miłośników Andrychowa.

Udało nam się wspólnie zrobić dużo dobrego. Bardzo ważne jest, jaką formę mają archiwa, czy są cyfrowe – czy materiały są zwracane darczyńcom po opracowaniu, czy archiwum gromadzi zbiory. To są dwie zupełnie różne formy działalności. Jeśli takie archiwum planuje w przyszłości stać się izbą regionalną, albo odwrotnie, gdy izba regionalna myśli o tym, żeby prowadzić archiwum społeczne, sytuacja komplikuje się pod względem prawnym. Czymś innym są archiwalia, a czymś innym obiekty niebędące archiwaliami. Jeżeli chcemy pozyskiwać środki na ewidencję czy archiwizację zasobów, musimy zdawać sobie sprawę z tego, że w zależności od specyfiki naszego zasobu możemy korzystać z różnego rodzaju form dofinansowania. I tak było właśnie ze zbiorem Towarzystwa Miłośników Andrychowa. Działające już od lat 70. i prowadzące Izbę Regionalną Ziemi Andrychowskiej, miało ono w swoim zasobie nie tylko archiwalia, ale również obiekty niebędące archiwaliami. Te materiały nie były zewidencjonowane, zarchiwizowane ani opracowane. Musieliśmy utworzyć zespół osób, który zajął się tym od podstaw. Dane mi było organizować prace tego zespołu. Wcześniej, w ramach stypendium miasta Andrychów, razem z Darią Rusin zrobiłyśmy wstępne opracowanie i plan pracy nad tym zbiorem. Wiedzieliśmy dzięki temu, jak podzielić tę żmudną pracę, która do tej pory zajęła nam pięć lat (nadal został nam do opracowania niewielki fragment zbioru).

Od czego zaczęła się ta praca?

Wzięliśmy udział w konkursie Naczelnej Dyrekcji Archiwów Państwowych zatytułowanym „Wspieranie działań archiwalnych” i udało nam się pozyskać środki finansowane na działania archiwizacyjne. Zaczęliśmy od dokumentów i fotografii. Braliśmy udział w tym konkursie trzy razy, dzieląc archiwizowanie na trzy etapy. Jest to świetny program i zachęcam do niego wszystkich. Wymaga troszeczkę zaangażowania i wiedzy z zakresu archiwistyki, bo sam wniosek i jego regulamin są trochę skomplikowane, ale to nie jest nie do przejścia. W ramach opracowania i ewidencji przedmiotów niebędących archiwaliami, obiektów przestrzennych, nie mogliśmy już wziąć udziału w kolejnym takim konkursie. Musieliśmy szukać finansowania z innych źródeł. Udało nam się pozyskać środki z programu „EtnoPolska”. Pracowaliśmy tym razem w systemie MONA (w pracy przy archiwach Nowicy-Przysłup i Andrychowa korzystam z Otwartego Systemu Archiwizacji). Opracowaliśmy kilka tysięcy dokumentów.

Ile osób nad tym pracowało?

Początkowo pracowałam w zespole dwuosobowym razem z Darią Rusin, przy ogromnym wsparciu Marii Pytel-Skrzypiec, kustoszki Izby Regionalnej Ziemi Andrychowskiej, wielkiej miłośniczki Andrychowa i niewątpliwej znawczyni lokalnych dziejów. W ostatnim etapie prac – czyli opracowywaniu materiałów niebędących archiwaliami – działaliśmy w zespole sześcioosobowym. Był to duży wysiłek. Początkowo osobom zaangażowanym w to działanie wydawało się, że to jest „nie do ogarnięcia”. Na tym etapie pracy ważna staje się prawidłowa organizacja i koordynacja prac.

Czyli kluczowy jest początek.

Jeśli ktoś zastanawia się nad założeniem archiwum, to ważne jest, aby zaczął gromadzić wokół siebie ludzi, którzy mogą mu pomóc w tej pracy. Na szczęście proces opracowywania archiwaliów bardzo ułatwia Otwarty System Archiwizacji. Gdy zakładamy archiwum, musimy myśleć cały czas o prawidłowym uporządkowaniu zbiorów. Tego wszystkiego można się nauczyć, korzystając na przykład z kursów opracowanych i organizowanych przez Centrum Archiwistyki Społecznej. Przy wprowadzaniu danych do systemu dobrze jest mieć zespół, który tę pracę wykonuje. Gdy prowadzi się archiwum cyfrowe, trzeba pamiętać o tym, że właściwe otagowanie zdjęć, opisanie ich gwarantuje większą dostępność dla osób poszukujących danych informacji.

Jeżeli źle opiszemy fotografię, przypiszemy złe słowa kluczowe, znalezienie fotografii będzie jak szukanie igły w stogu siana.

Dlatego dodawanie indeksów geograficznych, rzeczowych i osobowych jest bardzo ważne. Wbrew pozorom wcale nie jest to takie proste, bo ludzi we współczesnym świecie interesują bardzo różne rzeczy i przeszukują zasoby archiwalne pod różnym kątem.

Co jeszcze jest dla Ciebie ważne w archiwistyce społecznej?

Bardzo ważna jest edukacja. Często jest tak, że te materiały archiwalne są traktowane po macoszemu. Wielokrotnie członkowie Towarzystwa Miłośników Andrychowa mówili mi, że znajdowali bardzo cenne materiały na śmietnikach, bo ktoś umarł i czyszczono po nim mieszkanie. Traktowano je jak rzeczy, które są niepotrzebne i nieistotne – stare świadectwa szkolne, stare fotografie i inne pamiątki czasów minionych. Wydaje mi się, że kluczowe jest uwrażliwienie mieszkańców na to, że to wszystko ma znaczenie. Nasza spuścizna, nasze archiwalia, które przechowujemy w domach mają znaczenie! Są ważne nie tylko dla danej rodziny, ale dla całej grupy lokalnej. Między innymi dzięki nim zostaje zachowana ciągłość pamięci społecznej.

Fot. Magdalena Starowieyska (Centrum Archiwistyki Społecznej)

archiwiści społeczni o sobie