Przejdź do treści
archiwiści społeczni o sobie

Katarzyna Janczewska

Organizacja: Miejska Biblioteka Publiczna w Bartoszycach

Kustosz Miejskiej Biblioteki Publicznej w Bartoszycach, absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego na kierunku informacja naukowa i bibliotekoznawstwo, od 2012 roku prowadzi Cyfrowe Archiwum Tradycji Lokalnej.

Anna Maryjewska (Centrum Archiwistyki Społecznej): Jakie są Twoje działania wokół archiwum społecznego poświęconego Bartoszycom?

Katarzyna Janczewska: Nie prowadzę żadnych spektakularnych akcji czy ogólnopolskich projektów. Wychodzę z założenia, że trzeba rozszerzać wiedzę mieszkańców naszego miasta o historii regionu stopniowo. Bardzo ważne jest edukowanie najmłodszych mieszkańców. W swoich działaniach założyłam sobie taki plan, że co roku, w okolicach 17 lutego, gdy Bartoszyce obchodzą swoje urodziny, odwiedzam przedszkola. Opowiadam wtedy dzieciom o naszym mieście, o jego początkach. Dochodzę też do momentu przemian i uświadamiam wówczas przedszkolaków, że kiedyś mówiło się tu w innym języku, że nie było tu sklepów typu Lidl czy Biedronka – bo dzieci po nich poznają nasze Bartoszyce – tylko stało w tym miejscu coś zupełnie innego. Na dowód tego pokazuję im plansze z zestawieniami starych i nowych fotografii naszej miejscowości. Dzieci widzą wtedy, jak wszystko się zmieniało na przestrzeni wielu lat. Lubię też spotkania z młodzieżą. Jeżeli są w bibliotece jakieś wystawy, a przynajmniej raz, dwa razy w roku otwieramy jakąś ekspozycję w naszym budynku, wtedy zapraszam na spotkanie młodzież ze szkoły średniej. Oczywiście staramy się dotrzeć do wszystkich.

W 2018 roku zorganizowałaś wystawę „Moje, Twoje, Nasze Bartoszyce. Pionierzy miasta w zbiorach CATL”. To bardzo interesujące przedsięwzięcie!

Były to portrety mieszkańców, którzy przyjechali do Bartoszyc po 1945 roku, kiedy miasto weszło w granice ziem polskich. Opowiadałam wtedy ich historie – kim były te osoby, skąd przybyły, co tutaj robiły. Wystawa zakończyła się finisażem, na który przyszły rodziny tych pionierów. Spotkanie uświetnił Bartoszycki Uniwersytet Trzeciego Wieku – występem chóru oraz poezją.

Poezja jest w Bartoszycach bardzo doceniana. To wyróżnia Wasze miasto na kulturalnej mapie Polski. Grupa Literacka „Barcja” i Teresa Bratek zapisały się mocno w jego historii.

Pani Teresa była i jest dla Bartoszyc postacią bardzo ważną. Mamy nawet ulicę jej imienia. Zawsze udzielała się w przestrzeni lokalnej. Była osobą z charakterem, znano ją tu i liczono się z jej zdaniem. A z Grupą Literacką „Barcja” cały czas jestem w kontakcie.

W Zbiorach Społecznych moją uwagę przyciągnął zeszyt z bohaterami serialu „Beverly Hills 90210” na okładce. Okazało się, że w środku są wiersze Teresy Bratek, i że w Waszym archiwum jest wiele innych zeszytów z jej twórczością. To prawdziwa perła w bartoszyckich zbiorach. Czy znałaś osobiście tę poetkę?

Moja znajomość z panią Teresą zaczęła się bardzo dawno temu. Przez wiele lat jeszcze jako bibliotekarz, nie archiwista, przepisywałam na komputerze jej teksty. Twórczość ta była bardzo różnorodna, nie były to tylko wiersze. W trakcie ich spisywania, czy też wspólnej korekty, dużo rozmawiałyśmy z panią Teresą na różne tematy, co przyczyniło się do nawiązania bardzo bliskich relacji. Nasza przyjaźń trwała do końca jej dni. W przyszłym roku minie dziesięć lat od śmierci pani Teresy.

Przygotowywałaś te teksty do wydania?

Tak, ale nie tylko do wydania. Pani Teresa wydawała swoje tomiki, ale też robiła wiele innych rzeczy ze swoimi utworami, na przykład publikowała je w gazetach, jak również kserowała i rozdawała ludziom. Mam cały zestaw książeczek wykonanych przez nią osobiście, na przykład pisane wierszem bajki o Czarogonach. Sama zrobiła do nich ilustracje, kolaże, doklejała różne elementy. Każda biblioteka dostała od niej taką kserowaną książeczkę. Powstały trzy tomy „Czarodziejskiego Lasu” z przygodami Czarogonów, z czego jeden jest niedokończony. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się je wydać. Ekologiczna tematyka zaczarowanego lasu jest bardzo na czasie i na pewno taki temat spodobałby się dzieciom.

Teresa Bratek pisała też kolędy i pastorałki, wiersze religijne i legendy bartoszyckie.

Te ostatnie zostały wydane, wraz z częścią ilustracji jej autorstwa. Pani Teresa była kobietą wszechstronną. Wymyślała melodie do swoich kolęd, chodziła do znajomej pani muzyczki, która zapisywała je w nutach i odgrywała na pianinie oraz na przykład  śpiewała podczas mszy.

Czy archiwum  społeczne, które prowadzisz, pomaga w rozpowszechnianiu twórczości tej bartoszyckiej artystki?

Rodzina pani Teresy przekazała nam pamiątki po niej wraz z prawem do korzystania z nich. Zawsze cieszy mnie to, gdy możemy komuś udzielić takiej zgody. Odzywają się do nas ludzie z całego kraju. Znajdują wiersze na stronach naszego archiwum. Dzięki niemu utwory Teresy Bratek krążą po Polsce. Utwory dotyczące kwiatów wykorzystał na swojej wystawie Ogród Botaniczny Uniwersytetu Wrocławskiego.

Piękna jak kwiat jest też młodzież na zdjęciach w bartoszyckim archiwum społecznym, na przykład uczennice „szkoły odzieżowej”. Te fotografie są często świetnej jakości.

Zespół Szkół Ponadpodstawowych nr 2 imienia Elizy Orzeszkowej w Bartoszycach udostępnił nam swoje kroniki. Były w nich zdjęcia robione przez fotografów, mają więc dobrą jakość, a że polskie dziewczyny są piękne, to jakie mogłyby być te zdjęcia? (śmiech).

Pozyskałaś też kroniki Domu Dziecka. Pochodzą z nich niezwykle wzruszające fotografie.

Nie ma ich wiele i są słabej jakości, ale rzeczywiście wyróżniają się wśród innych. Są to zdjęcia z pierwszych lat działalności Domu Dziecka w Bartoszycach. Ostatnio też trafiłam na cudownego pana – Mariana Oberkocha, który ma 93 lata, pochodzi z Warszawy i trafił do tej placówki po wojnie, w 1947 roku. Dom Dziecka działał wtedy pod nazwą Centralny Ośrodek Wychowawczo-Szkoleniowy Robotniczego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci (RTPD, od 1949 roku TPD) im. Janusza Korczaka w Bartoszycach i najprawdopodobniej był największą tego typu placówką w Polsce. Przyjeżdżał do niego Bierut, pokazywano go w Kronikach Filmowych. Przyszła żona pana Mariana, Maria Starczewska (po mężu Oberkoch),  w czasie wojny wywieziona przymusowo z rodzicami i rodzeństwem w głąb ZSRR, przyjechała z kolei do bartoszyckiej placówki z domu dziecka dla polskich dzieci na Uralu w Monetnej. Dzieci z jej ośrodka przywiózł do Bartoszyc prof. Aleksander Lewin – wybitny pedagog, który był również współtwórcą bartoszyckiego „miasteczka dziecięcego”. Pani Maria, wówczas osiemnastoletnia, zaczęła pracować jako opiekunka młodszych dzieci w bartoszyckiej placówce. Tutaj też poznała swojego przyszłego męża. W zbiorach CATL mam zdjęcia tej niezwykłej rodziny oraz jej przyjaciół.

Czy w Bartoszycach nadal działa Dom Dziecka?

Działa, ale w znacznie mniejszym zakresie. Mieszka w nim około 30 dzieci, w tych samych budynkach, a właściwie już tylko w jednym, przy ulicy Limanowskiego. Za czasów niemieckich były tam koszary wojskowe. To w nich po wojnie powstał Ośrodek TPD. Działały tam: Dom Małego Dziecka, Dom Dziecka, przez chwilę Liceum dla Wychowawczyń Przedszkoli, Liceum Pedagogiczne nr 1, Liceum Pedagogiczne nr 2 z klasami ukraińskimi, Szkoła Ćwiczeń, będąca szkołą podstawową, a zarazem miejscem praktyk przyszłych pedagogów. Były też: internaty, hala sportowa, basen, stolarnia, kuźnia, rzeźnia, a nawet zabudowania gospodarcze i ogrodnicze. Obecnie działają tam: Specjalny Ośrodek Szkolno-Wychowawczy, Zespół Szkół Ponadpodstawowych nr 1, Wielofunkcyjna Placówka Opiekuńczo-Wychowawcza, Powiatowe Centrum Rozwoju Edukacji. Wszystkie budynki są nadal wykorzystywane, ale stanowią oddzielne placówki.

Ciekawa jestem, czy wiele osób, które wychowały się w bartoszyckim Domu Dziecka, zostało w mieście.

Z tego co słyszę od ludzi, którzy chcą opowiadać o swoim życiu, to te osoby, które zostały w Bartoszycach, często tworzyły nową polską rzeczywistość. Ponieważ było tam liceum pedagogiczne, wyszło stamtąd wielu bartoszyckich pedagogów. A potem ci pedagodzy założyli rodziny, w których wychowali się kolejni pedagodzy. Na przykład pan Oberkoch najpierw pracował w Domu Dziecka, w szkole. Jego żona była nauczycielką i ich dwoje dzieci również obrało tę ścieżkę kariery zawodowej. Nie wiem, jaką drogą poszedł trzeci syn. Wiele osób zostało dyrektorami różnych placówek. To byli wykształceni ludzie. Wielu wychowanków wyjechało, bo nauczyciele dostawali wtedy przydziały i wyruszali w Polskę. Ale też trafił do mnie pan, który zamieszkał w Szwecji. Wychował się w Domu Dziecka w Bartoszycach. Przez kilka lat, do jego śmierci, korespondowaliśmy i rozmawialiśmy ze sobą. Był trenerem siatkarzy pierwszoligowych w Szwecji. Przysyłał mi zdjęcia. Gdy miał 12 lat, przysposobił go rolnik spod Bartoszyc. Pan Wojciech opisał potem w wierszu tęsknotę do bartoszyckiej przyrody, dzieciństwa, mimo że było ono samotne. Nasza przyjaźń zaczęła się dzięki archiwum. Pan Wojciech odnalazł w nim fotografie z Domu Dziecka. Dla mnie jako archiwisty jest to najcięższy moment – gdy dowiaduję się o śmierci Darczyńcy. Pan Wojciech był moją bratnią duszą, zawsze mogłam na niego liczyć, a on na mnie. Ta praca dała mi kilka takich  znajomości i to jest w niej najcenniejsze. Więź z Darczyńcą, który przekazuje wspomnienia ze swojego życia, dzieli się jego radościami i smutkami, jest jedyna w swoim rodzaju. Tak było też z panią Teresą Bratek. Byłam z nią mocno związana.

Dziękujemy Ci za to, że udostępniasz Jej twórczość. Można z niej czerpać garściami. Czy zdradzisz nam Twoje plany dotyczące archiwum w najbliższej przyszłości?

Teraz skupiam się na tym, co udało mi się pozyskać. Mam dużo materiałów do opracowania, a jak wiemy, jest to bardzo czasochłonna praca. Planuję też wystawy. Dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej, w której pracuję, pan Grzegorz Monkiewicz, przedstawił mi bardzo ciekawy pomysł połączenia na jednej wystawie zdjęć archiwalnych ze współczesnymi, ale w sposób zupełnie inny niż dotychczas. To bardzo interesujący projekt, którego w Bartoszycach jeszcze nie było. Współpracuję również ze szkołami i innymi instytucjami. Będę organizowała spotkania z pionierami dla szkół średnich, między innymi w Zespole Szkół Ponadpodstawowych nr 1 im. Kresowiaków, aby dalej promować nasze wcześniejsze przedsięwzięcie dotyczące pionierów miasta, a co za tym idzie, popularyzować historię lokalną wśród kolejnych pokoleń mieszkańców Bartoszyc.

Fot. Alicja Szulc (Centrum Archiwistyki Społecznej)

archiwiści społeczni o sobie